Najbardziej irytujący człowiek na świecie | opowiadanie

by - marca 17, 2017


    Pan Wiśniak jest człowiekiem sukcesu - przynajmniej sam tak o sobie mówi. Jest dumny ze swojego życia i tego co osiągnął.  Nie należy on do ludzi, którzy nie doceniają swoich umiejętności, ani też szybko się nie poddaje. Zna swoją wartość, wie do czego jest zdolny i wierzy w siebie jak nikt inny, a przy tym wcale nie jest narcyzem. Dla zazdrośników może lekko ociera się o miano "bufona", ale tak naprawdę to dobrze wykształcony lekarz z bardzo dobrym sercem chcącym pomagać. Między innymi właśnie dlatego jest teraz tym, kim jest.

    Mężczyzna dziesięć lat temu stracił pracę w przychodni i założył własną działalność. Innowacyjna, zaskakująca i jak się okazało bardzo potrzebna. Mowa tu a klinice leczenia osób irytujących. Gdy w małym miasteczku, w którym mieszkał wiadomość o zbudowaniu owej kliniki się rozeszła, ludzie mimo iż byli mile nastawieni do znajomego lekarza nieco zmienili o  nim zdanie. Wielokrotnie w osiedlowym sklepiku pani Jadzi dane mi było usłyszeć plotki i krytykę pomysłu Wiśniaka. Za każdym razem próbowałam zniknąć przy dziale z prasą. Ze spuszczoną głową kartkując najnowszy magazyn słuchałam opinii ludzi.
    Pomimo wszechobecnych plotek, z których lekarz zdawał sobie zapewne sprawę Klinika Leczenia Osób Irytujących  Wiśniaka rzeczywiście powstała, co dziwne - w dwa tygodnie Fakt ten jeszcze bardziej podburzyło ludzi. Stojąc przy tej samej ścianie z gazetami słyszałam coraz to nowe opowieści. Podobno mężczyzna oszalał z nadmiaru komentarzy i chciał szybko wstać na nogi, dlatego wziął ogromny kredyt, na który jest skazany do końca życia.  Inni mówili, że dostał potężne fundusze od jakiegoś ważnego biznesmena, którego leczył i za nie kupił ogromny budynek, w którym miała się znajdować klinika.
   Przez dwa miesiące panował spokój, ale co piękne długo nie trwa. W telewizji i radiu często wspominano o naszym miasteczku i klinice lekarza. Wkoło budynku Wiśniaka kręciło się sporo ludzi, bardzo specyficznych. Grubi, chudzi, rudzi i blondyni, wyglądający na poukładanych i Ci zaniedbani. Jak można się domyśleć nie uszło to uwagi bacznie przyglądającym się ludziom, którzy co prawda i tak nie mieli ciekawszego zajęcia w tym małym miasteczku. Nie były to już ciche plotkowanie, ale głośne mówienie o podejrzanym Wiśniaku. Co dziwne, ale nikt nie chciał wierzyć, że naprawdę są tam leczeni ludzie. Żaden mieszkaniec nie potrafił przyjąć do wiadomości sukcesu mężczyzny. Pojawiła się teoria, że lekarz dawno oszalał i siedzi teraz w gdzieś na bezludziu a budynek został sprzedany kilka tygodni temu i stał się centrum nielegalnego biznesu. Niektórzy posuwali się nawet to twierdzenia, że mężczyzna stał się szalonym naukowcem grzebiącym w ludzkim DNA, tworzącym klony i groźnych mutantów. Wyobraźnia ludzi nie zna granic. Z dnia na dzień powstawały nowe, coraz bardziej irracjonalne opowieści Pojawiły się sugestie wdarcia się siłą do budynku, a nawet zniszczenie go. Nigdy nie uwierzyłam w żadną z tych przypuszczeń, dlatego z obawy o zdrowie i  życie znajomego lekarza w samo południe, gdy słońce było tak ostre, że nikt nie wychylał się poza swojej werandy postanowiłam zajrzeć do kliniki.
    Wzięłam głęboki wdech i zapukałam w duże, dębowe drzwi. Moim oczom ukazał się sam pan Wiśniak, uśmiechnął się delikatnie i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Przede mną ukazał się niesamowity obraz. Ogromny pokój w kolorze brzoskwiniowym, a w nim pięć jasno brązowych sof, kilka foteli, parę puf i masa poduszek. Na ziemi walały się zabawki a wśród krzątały się małe dzieci. Na meblach siedziały już o wiele starsze osoby, czytały gazety, książki, słuchały muzyki.
    Pan Wiśniak bez słowa zaprowadził mnie do kolejnych pomieszczeń. Przypominały one pokoje ogromnego domu, a ludzie w nim jednoczyły się niczym jedna rodzina, bardzo specyficzna. Z zachować i dialogów jakie przeprowadzały śmiało można było się domyśleć, że lekarz wcale nie kłamał - byłam w Klinice Leczenia Osób Irytujących Wiśniaka.  Dopiero wtedy mężczyzna się do mnie odezwał. Oprowadzając po kolejnych pomieszczeniach opowiadał o swoich pacjentach i ich jak to nazwał "defektach". Był tam Staś - pedant, najsłodsze dziecko jakie kiedykolwiek widziałam. Byłam właśnie świadkiem jak swoim cieniutkim głosikiem złościł się na innych współlokatorów, którzy nie chcą iść do łazienki i umyć rąk mimo, że robili to 30 minut temu. Kolejna była Zosia - 25-letnia, bardzo pozytywna i energiczna dziewczyna, która ciągle hałasowała. Kochała stukać, brzęczeć, fukać czy wydawać dziwne dźwięki przypominające samolot. Była też Ewa - kasjerka niewydająca grosza, Adam, który ciągle naruszał czyjąś prywatność, Damian - wiecznie hejtujący i wielu innych.
-Dlaczego pan...  Dlaczego akurat taka klinika?- zapytałam.
-Bo... No cóż. Wielu  mimo iż nie mówili o tym głośno to w głębi serca  życzyło mi jak najgorzej, zazdrościli dobrej pracy w przychodni i dlatego ktoś mnie oczernił przez co zostałem bezrobotny... Założyłem tą klinikę nie tylko,  żeby pomagać, ale też dowidzieć się co najbardziej denerwuje ludzi. Chciałem się zemścić na tych wszystkich, którzy rzucali mi kłody pod nogi, ale nie w ten sam sposób. Pragnąłem być ponad nimi. - powiedział spokojnie i usiadł w dużym, bordowym fotelu.
-Wiesz co najbardziej by ich zdenerwowało? - zapytała, a ja pokręciłam przecząco głową.
-Sukces. Sukces, który właśnie osiągnąłem. - zakończył.

You May Also Like

13 komentarze

  1. W tekście jest co prawda sporo błędów, ale bardzo ciekawie mi się go czytało, zupełnie nietypowy tekst jak na blog. :) A kasjerka niewydająca grosza mnie rozbawiła. :D
    PS. Masz prześliczny szablon! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie napisane, fajnie się czyta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy tekst. Końcowka mi przypominała kabaret skeczów męczących ale to takie prawdziwe. Nic nie deneruje ludzi bardziej niż sukces innych :)

    www.strong-power.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybrałaś bardzo ciekawy pomysł na post.
    Sukcesy innych denerwują najbardziej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie się ciebie czyta!

    https://dagmara-delost.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawy tekst, bardzo nietypowy, nigdy nie spotkałam się z takim rodzajem tekstu na blogach:)
    http://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda, sukces innych osób ludzi najbardziej boli i denerwuje. Nie wiem dlaczego tak jest... Ale tekst bardzo ciekawy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny tekast- ale jeśli mogę dać Ci radę to zmień czcionkę na nieco większą ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst aż szkoda ze tak szybko się skończył.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli to opowiadanie autentyczne to woow fajnie napisane, przypomina mi się polska cebula która nie potrafi pojąć że ktoś kto nie ma nic potrafi sobie poradzić w życiu, napisz drugą części bo jest fajny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny tekst :)


    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale to, że wzorowałaś się na skeczu, to mogłabyś napisać ;)

    OdpowiedzUsuń