Sens czterdziestodniowych postanowień

by - grudnia 05, 2016

Hej! Jak wiecie od środy zaczęliśmy czterdziestodniowy post. Czas postanowień i bezmięsnych piątków. Początkowo miałam napisać o tym, jak wytrwać w swoich postanowieniach. Zaczęłam pisać, ale... No właśnie ''ale''. Takich postów jest tysiące, szczególnie masa ich pojawia się na początku roku, więc bez sensu byłoby pisać 1001 taki post. Jestem przekonana, że nic nowego z niego byś się nie dowiedział. Jednak nie chciałam tak łatwo zrezygnować z tego tematu, dlatego w tym poście o sensie czterdziestodniowych postanowień.
Post to niewątpliwe okres dość smutny. Czas pełen wyrzeczeń, bez imprez i dyskotek. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że nienawidzę postu. Dlaczego? Może dlatego, że postanowienia innych utrudniają mi życie. Zazwyczaj się one nie pokrywają i tak, kiedy ja nie jem chrupek one walają się po domu. Reszta mojej rodziny nie jada słodyczy, dzięki czemu czekolady w domu już nie znajdę i kiedy zachce mi się czegoś słodkiego muszę się zadowolić chlebem z dżemem...
Mimo to uważam, że warto. Jest to taki sposób, żeby przetestować samego siebie, wykazać się silną wolą. Podziwiam takich ludzi, którzy potrafią przyjąć wyzwanie na klatę i wytrwać te 40 dni. Mój podziw rośnie wraz z tym, jak ciężkie jest zadanie. Ale zaraz czy jest ''łatwe'' postanowienie?
Chyba nie. Coś, co dla kogoś może być tzn. ''bułką z masłem'' dla innej osoby może być hardkorowym wyzwaniem. No, bo przecież dla kogoś nie jedzenie słodyczy przez post to nic, bo nie lubią słodkości. Dla innych ograniczenie siedzenia na laptopie do 1-2 godzin, to norma, ponieważ nie są przekonani do internetu, albo po prostu nie mają co robić w internecie. Jednak, sądzę, że największe brawa należą się ludziom, którzy na ten czas odstawiają używki. Brawo!

Ok, już wiemy dlaczego nie lubię tego czasu, czemu warto mieć postanowienie i o tym, że wszystkim, którym udało się w nich wytrwać należą się brawa, bez względu na to jakie to było postanowienie. Pora postawić przed sobą decydujące pytanie.

Czemu nasze postanowienie ma trwać tylko 40 dni?

Przecież to bez sensu. W większości sytuacji najtrudniejszym czasem naszego wyzwania są pierwsze dwa tygodnie. Potem już idzie z górki. Na przykład? Rzucenie palenia, albo ćwiczenia. Po tym czasie nasz organizm przyzwyczaja się do zmian, z dnia na dzień jest coraz lepiej, czemu masz to przerywać?
Uważam, że post może być naszym pretekstem do zmienienia czegoś w naszym życiu. Nie warto zaprzepaszczać wszystkiego czego dokonaliśmy w ciągu tych 40 dni. Teoretycznie tak powinno być. Post - pełna dyscyplina, koniec postu - koniec wyrzeczeń. Ale tylko teoretycznie. Znam osoby, które po odbębnieniu tego czasu powracały do wcześniejszego życia.

Warto? Myślę, że nie.

To chyba właśnie jest sens czterdziestodniowych postanowień - pretekst do zmienienia czegoś w swoim życiu. 
Pozdrawiam, Natalia. =)

You May Also Like

0 komentarze